Miesiąc miodowy jak sama nazwa wskazuje to MIESIĄC, dlatego też jedziemy na miesiąc, albo i dłużej, w Alpy na naszych rumakach...
Blog > Komentarze do wpisu

Poniedziałek - dzień XV

Nocowaliśmy dzisiaj w bardzo smętnym i nijakim małym miasteczku St Michele de Maurienne. Wczoraj odbyliśmy nawet wieczorny spacer, aby odszukać jego ciekawe zakamarki, ale takowych jakoś nie znaleźliśmy.

Nie załapaliśmy się na wizytę w tutjszym muzeum aluminium, które choć w prawdzie nie wzbudziło naszego zainteresowania, to jest rozpisane w przewodniku jako miejsce warte odwiedzenia. No cóz, nie wzbogacimy wiedzy z zakresu aluminium, ale nie będziemy specjalnie rozpaczać.

Wylosowaliśmy nocleg w chyba najbardziej ponurym kolorystycznie pokoju, jaki można spobie wyobrazić. W dodatku z okna roztacza się widok na tory kolejowe, a co jakiś cza słychać terkot nadjeżdżającego pociągu, ale i tak trzeba sie cieszyć, że mieliśmy gdzie spać, bo hotel (jeden z dwóch w mieścince) pękał w szwach od rowerzystów.

Zdjęć wspomnianego miasteczka oraz pokoju nie robiliśmy, bo jakoś niekoniecznie mieliśmy chęć na uwiecznienie ich na fotce.

W dzisiejszej trasie dla odmiany było wiele pięknych widoczków, które cieszyły nasze oczy.

Zaczęliśmy wspinaczkę jeszcze w mało sprzyjających warunkach atmosferycznych, ale z minuty na minutę robiło się cieplej i pogodniej.

Zaczęliśmy od przełęczy Telegraphe, przejechaliśmy przez przełęcz Galibieri.

Krótka przera na przekąskę. Nawet krojone scyzorykiem, podawane prosto z papierka i jedzone "w powietrzu" wszystko smakuje bosko w takiej scenerii. No a tym bardziej pyszny francuski ser :)

A teraz wspinaczka na do punktu widokowego (2645 m). Wszystko byłoby zupełnie w porządku gdyby nie:

- niezliczona ilość rowerzystów, z których każdy wyobraża sobie, że bierze udział w Tour de France i pędzi w górę lub w dół. Szkoda tylko, że środkiem wąskiej drogi.

- nieskończona ilość samochodó kempingowych - campery zalegają tak gęsto na poboczach, że zasłaniają prawie każdy widok na to, co za winklem...

-...a za winklem człowieki, które powysypywały się z tychże samochodów i udają, że droga to podłoga w ich salonie, bo urządzają sobie w najlepsze pogawędki, podczas gdy ty walczysz na tych ślepych zawijasach o swoje i ich życie.

A wszystkiemu winien tegoroczny Tour de France, trasa będzie przebiegać tędy za 3 dni. Wszyscy tłumnie na to wydarzenie tu czekają, szkoda tylko, że blokują przejazd.

Widoki jednak zrekompensowały nam te niewygody podróży - otaczają nas szczyty, lekko przysłąniane przez pływające po niebie chmury, co dodaje im jeszcze charakteru. Wśród szczytów Jej Wysokość Le Meije (3983m), zaliczana do grona najbardziej znanych kulminacji alpejskich.

Przeprawa przez przełęcz Galibieri to przejazd przez granicę między strefami klimatycznymi: atlantycką (północna strona Alp) i śródziemnomorską (południowa strona Alp).

Zjeżdżając w dół całkowicie wydostajemy się z chmur i wjeżdżamy w nasłonecznioną krainę Brianconnais.

W drodze do miasta Briancon, zbaczamy na żwirkową drogę, któą dojeżdżamy w urokliwy zakątek. Zaczyna się robić gorąco.

Przejeżdżamy przez Briancon (najwyżej położone miasto Europy, usytuowane na wysokości 1321m), przejeżdżamy przez przełęcz Izoard.

Krajobraz zdecydowanie ulega zmianie. Zielone bogactwo Alp północnych zamieniamy na lekko księżycowy charakter otoczenia.

Casse Deserte i twory powstałe w wyniku procesów wietrzenia skał.

Francja i te jej stare budowle: zameczki, warownie, kościółki czy opactwa porozrzucane tu i tam.

Miasteczko Guillestere z XIII w. kościółkiem.

Kolejne naturalne piękności

A następnie miasto Embrun z katedrą Notre Dame pochodzącą z XII w. Została zbudowana z kamiennych białych i czarnych bloków. Uchodzi za najpieknijeszą w tym regionie. Rzeczywiście robi ogromne wrażenie.

Grzeszny sierściuch w konfesjonale.

Ten kot czuje się tu bardzo zadomowiony. 

A teraz zagadka? Czego brakuje na poniższych obrazkach?

Brakiem kierunkowskazu i ułamaną szybką kończy się historia pod tytułem Jak przewrócić dwa motocykle trzy razy w pięć sekund.Nam udało się to koncertowo.

Wystarczyła nagła chęć zjechania na parking, kiepski zjazd z przechyłem i brak zbitego biegu. A było tak:

Moto Doroty zdławione małą prędkością na 3 biegu gaśnie, gdy kierownica jest w skręcie, pojazd nurkuje i upada, a kierująca wyskakuje jak z katapulty.

Jadący blisko Maciek nie daje rady minąć pokraki, więc hamuje, jego moto również nurkuje. Ponieważ utrzymanie motocykla graniczy z cudem, Maciek siłuje się chwilkę poczym upuszcza swojego rumaka. W zdenerwowaniu niedokładnie go podnosi i stawia na kosię na szybcika, by ratować "wyglebioną" żonkę. Jego moto w tym czasie leci na ziemię po raz drugi. Mistrzostwo :)

A wszystko przez jeziorko, które chcieliśmy zobaczyć.

Zmęczenie nie popłaca. Dziś chyba dostalismy za bardzo w kość. Aby nie popełnić kolejnych błędów, spokojnie podążamy do Barcelonnette na nocleg i regeneracje członków i pomyślunku.

Po drodze piękne widoczki - jezioro Serre Poncon, 20 km olbrzymi sztuczny zbiornik z licznymi cyplami i zatoczkami.

W Barcelonnette drobny problem z noclegiem, jutro festiwal jazzowy i mają komplet. Jakiś pokoik jednak dostaliśmy - z widokiem na scenę, na której trenowały dziś zespoły amatorów. Było więc wieczorem bardzo muzycznie :) 

Humory po małej kraksie dopisują. Wyciągniemy wnioski, nie będziemy się zadręczać i dalej będziemy czerpać frajdę z jazdy.

A to jeszcze nasza szafa :)

Filmik z dnia dzisiejszego

 

wtorek, 19 lipca 2011, dorotka_i_maciek

Polecane wpisy

  • Wtorek - dzień XXIII

    Dziś rozpoczynamy drogę powrotną do Polski. Do przejechania mamy prawie 2000 km. Planujemy korzystać z autostrad, aby do domu wrócić jak najszybciej i bezpieczn

  • Poniedziałek - dzień XXII

    Czas kończyć wizytę we Francji. Przed nami ostatni kurs Lazurowym Wybrzeżem i wizyta w Nicei oraz w Monako. Trasa kapitalna, widoki cudne, pogoda doskon

  • Niedziela - dzień XXI

    Jedziemy do Saint-Tropez. A ponieważ chcemy napawać się morskimi widokami wybieramy drogę Lazurowym Wybrzeżem. Jedzie się dość wolno, ale droga jest cudna. Prow