Miesiąc miodowy jak sama nazwa wskazuje to MIESIĄC, dlatego też jedziemy na miesiąc, albo i dłużej, w Alpy na naszych rumakach...
RSS
piątek, 29 lipca 2011

Dziś rozpoczynamy drogę powrotną do Polski.

Do przejechania mamy prawie 2000 km. Planujemy korzystać z autostrad, aby do domu wrócić jak najszybciej i bezpiecznie.

Jesteśmy już nieźle nadwyrężeni jazdą na motocyklach, dlatego nie będziemy kusić losu i nie będzięmy w drodze powortnej zahaczać o górskie drogi, choć ciężko nam się z nimi żegnać, bo dostarczyły nam bardzo dużo frajdy. 

Po powrocie postaramy się wygenerować podsumowanie naszej wyprawy.

15:28, dorotka_i_maciek
Link Komentarze (3) »

Czas kończyć wizytę we Francji. Przed nami ostatni kurs Lazurowym Wybrzeżem i wizyta w Nicei oraz w Monako.

Trasa kapitalna, widoki cudne, pogoda doskonała.

Dojeżdżamy do Nicei.

Ta zieleń i ten kolor morza są kapitalne.

Budynki przy drodze również przyciągają wzrok.

Niceo, Nadchodzimy!

Miasto jest gwarne, ale nie w męczący sposób. 

Dużo ludzi i mnóstwo atrakcji: plaże, rozległa starówka, liczne knajpki.

Na plaży, na którą trafiliśmy było dość tłoczno, zamiast piasku były nieprzyjemne kamulce, za to kolor wody był tak cudny, że reszta przestała mieć znaczenie.

Wąskie i klimatyczne uliczki, kolorowe elewacje budynków, wzgórze z pięknymi widokami.

 

Nicea jest wbita w Zatokę Aniołów (Baie des Anges), słynie ze specyficznego mikroklimatu, ze względu na otaczające ją ze wszystkich stron wzgórza, stanowiące naturalną ochronę przed wiatrem. Słońce świeci tu przez 320 dni w roku.

Po bardzo przyjemnym spacerku, ruszamy dalej.

Jedziemy do Monako, jednego z najmniejszych państw świata.

Po drodze kolejne bardzo cieszące oko widoki.

Wrażenie z krótkiej wizyty bardzo pozytywne: luksus na każdym kroku w najlepszym wydaniu. Wszytsko super do siebie pasuje: drogie butiki, super bryki, eleganccy ludzie. Fajnie to wszystko zobaczyć.

Raj dla maniaków motoryzacyjnych.

 

Raj dla miłośników kobiecych wdzięków.

I nawet specjalna gablota z "ulepionym" ferrari.

Oraz bolid i tor uliczny Monte Carlo z błyszczącym asfaltem :)



Wieczorem wszystko pięknie oświetlone.

15:17, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2011

Jedziemy do Saint-Tropez. A ponieważ chcemy napawać się morskimi widokami wybieramy drogę Lazurowym Wybrzeżem.

Jedzie się dość wolno, ale droga jest cudna. Prowadzi prawie cały czas bliziutko morza przez malowniczo położone miasteczka.

Droga kapitalnie wije się pomiędzy skałami, miasteczkami a morzem.

Tempo dość ślimacze, dość ciasno na drodze, pełno różnych pojazdów, z których najbardziej wloką się campery. Widoczki jednak w pełni rekompensują nawet bardzo powolną jazdę.

Po jednej stronie pną się w górę góry

A po drugiej rozlewa się morze o cudnym kolorze, który w przepiękny sposób kontarstuje z kolorem skał.

Tak nam się ten kolor morza spodobał, że postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda z bliska i trochę się w nim popluskać.

Zaczynamy oczywiście od szybkiego przebrania się. Zamianę motocyklista-turysta mamy opanowaną do perfekcji.

Teraz dopiero możemy wtopić się w zalegającą na plaży masę ciał i skorzystać z kąpieli morskiej i słonecznej.

Zanim słońce zacznie powoli zamieniać nas w skwarki, ruszamy dalej wybrzeżem w stronę Saint-Tropez.

Mijamy po drodze miasteczka i liczne plaże.

W Saint-Tropez pierwsze poszukiwane miejsce, to miejsce parkingowe. Staramy się zawsze tak parkować motocykle, aby podczas przebierania obnażać się przy jak najmniej licznej widowni.

Maćkowi na plaży słoneczko trochę przygrzało :)

Udało się go przekonać, aby jednak został przy męskich ciuchach.

A w miasteczku szybka powtórka z Cannes: piękne jachty, cudo samochody, cudaczni ludzie.



A w tym wszystkim my, dwa małe żuczki :)

Główne miejsce, gdzie przesiaduje dziki tłum to port i alejka z knajpkami, w których stoły ustawiono tak, by był jak najlepszy widok na port.

Naszym zdaniem dziwaczny widok: w porcie mega wypasione łodzie luksusowe, a na nich ludzie sączący szampana; w knajpkach reszta - siedzi przodem do portu i gapi się na tych, co na tych łodziach z tymi szampanami sterczą...

My woleliśmy pójść w głąb miasteczka i poszukać ciekawszych widoków.

Opłacało się, bo znaleźliśmy kilka przyjemnych alejek.

Saint- Tropez to całkiem fajne miasteczko, aczkolwiek nie zrobiło na nas powalającego wrażenia.

Jest to jedno z tych miejsc, gdzie ludzie przyjeżdżają się pokazać i pogapić na innych ludzi. Wszytsko to odbywa się w bardzo przyjemnym otoczeniu morza, ale jak dla nas za mało tu jednak prawdziwej Francji, a za dużo międzynarodowego lanserstwa.

Będzie też filmik w późniejszym czasie.

23:58, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011

Dziś przed nam świetna zabawa. Wybieramy się na canyoning.

Stroje wyjątkowo twarzowe, ale bezpieczeństwo najważniejsze.

Bliźniaki dziwolągi :)

Zdjęć z wyprawy nie mamy. Nasz aparat by tego nie przeżył, a jakoś nie dogadaliśmy się z naszym przewodnikiem, który miał nam zdjęcia robić, ale jakoś nie robił :(

Nam zostają bogate wrażenia w pamięci, a ciekawym, jak to wygląda, polecamy wpisać w google hasło canyoning.

Można też wejść na stronką firmy, która nam to organizowała, gdzie są filmy z canyoningu: http://www.funtrip.fr

Nasze wrażenia po canyoningu.

Co robiliśmy?

Generalnie szliśmy wzdłuż strumienia w wąwozie. Trwało to ok 3 godzin. Byliśmy ubrani w długie wzmacniane pianki, piankowe skarpety, mieliśmy kaski i uprzęże ze wzmocnionym tyłem.

Czasmi trzeba było przypiąć uprząż do liny i zejść po pionowej ścianie w dół.

Było też dużo taplania się w wodzie: pływanie, nurkowanie, skakanie do wody.

Na naszej drodze było parę miejsc, z których trzeba było zjechać w dół na pupie, a raz zjeżdzało się głową w dół prosto w piętrzący się wodospadzik i wiry :) 

Zaliczyliśmy też kilka skoków ze skały w dół do wody - na początku z 3, 5 i 7 metrów. Udało nam się również skoczyć z 10 metrów. Ten skok na prawdę robił wrażenie.

Wszystko to powtórzone kilka razy odbywało się w otoczeniu pięknej natury -skały, woda, zieleń doodkoła. Bosko :)

Dla kogo naszym zdaniem jest Canyoning?

- dla osób nie bojących się nowych wyzwań

- dla osób nie bojących się wody - liczne zanurzania głowy, nurkowanie, skoki do wody, pływanie

- dla tych, którzy nie mają lęku wysokości

- dla osób sprawnych fizycznie - trzeba wdrapywać się po skałkach, przeciskać się pod nimi, pływać, skakać

- dla tych, co lubią adrenalinę (szczególnie jeśli chodzi o skoki z wysokości do wody, o zjeżdżanie głową w dół i spuszczanie się po linie)

- dla tych, co nie posiadają makijażu, długich wypielęgnowanych paznokci, wymodelowanych pracowicie fryzur, tzn. mogą to wszytsko mieć, ale muszą liczyć się z tym, że po dwóch minutach wszytsko będzie zrujnowane.

Co nam zostało z 3 godzinnej wyprawy?

NIesamowite wspomnienia. Na prawdę żałowaliśmy, że to już koniec.

Na pewno kiedyś to powtórzymy, bo bawiliśmy się super.

Pamiątki Doroty: siniak na kolanie (nieudana pierwsza próba zjechania po linie w dół, tzn. lekkie zabujanie się i rąbnięcie kolanem w skałę), obolała pupa (zanim skoki do wody zaczęły wychodzić zupełnie na pionowo - skakać trzeba wyprostowanym- pupa zawadziła o wodę, co odrobinkę bolało) oraz naciągnięta szyja (zagadka, kiedy to się stało).

Dodatkowo Dorota zaliczyła dwa nieudane zamachy na naszego przewodnika, który asystował i pomagał przy trudniejszych momentach. Wrodzony talent Doroty do robienia sobie krzywdy, mógł zaowocować podwójnym kuku: raz gdy ześlizgnęła się na skałkach wprost na instruktora, który musiał łapać równowagę za ich dwójkę oraz kolejny raz, kiedy wdrapując się na skałę, złapała za zbyt cienką gałąź i gdyby nie refleks przewodnika, zepchnęłaby jego i siebie w dół.

Wrażenia z wyprawy opowiadaliśmy sobie przy pysznym francuskim winku.

A ponieważ mało było zdjęć z dnia dzisiejszego wklejamy, te które udało się pstryknąć z drogi podczas wycieczek po okolicy.



We Francji nie ma prawie w ogóle skrzyżowań, wszędzie ronda. Właściwie każde inne - z zielenią, fontanną, figurkami.



 


11:48, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lipca 2011

Dzień rozpoczynamy od wizyty nad pobliskim jeziorkiem. Wypożyczamy sobie pedalo, czyli rower wodny i rozkoszujemy się wodą, słońcem i otaczającymi nas widokami.

Słońce i plażowanie szybko nam się nudzi. Czas wskoczyć na moto i uskutecznić jakąś ciekawą wycieczkę. Dziś atakujemy najbardziej prestiżowy kurort Lazurowego Wybrzeża.

Cannes - miasto hoteli, kasyn, marin pełnych luksusowych jachtów. Przepych i bogactwo, w prawdzie w dość przyjemnej otoczce morskich i palmowych widoków, ale na nas nie robi to jakiegoś powalającego wrażenia. Trochę tu mało przestrzeni, luzu.

W porcie piękne jednostki pływające, wszystkie potężne i luksusowe.

Przed hotelami cacka na czterech kołach.

Po jednej stronie ulicy luksusowe hotele, butiki najdroższych marek, restauracje serwujące same specjały.

Po drugiej stronie ulicy rząd plastikowych krzeseł dla zwykłych śmiertelników, którzy zajadając kanapki wpatrują się w morze. W niezobowiązujących ciuchach, na luzie. Jakoś fajniej po tej drugiej stronie :)

Miły pan zachęcający do wejścia na teren hotelu

Miła pani zachęcająca do wejścia do butiku

Miejsce, gdzie odbywa się festiwal filmowy, nie zrobiło na nas wrażenia.

Przechodząc obok nie zwróciliśmy na budynek uwagi. Dopiero w drodze powrotnej, kiedy ujrzeliśmy go od frontu i zauważyliśmy kumulujących się w tym miejscu turystów, okazało się, że to jest słynne festiwalowe miesce.

Na czerwony dywan wkracza uczesana przez międzynarodową stylistkę Pannę Bryzę Morską, w niewidocznym makijazu i nieistnijącej biżuterii oraz w super eleganckich bojówkach, jedna z dwójki bohaterów serialu Miesiąc miodowy na motocyklach. 

Odchodząc od centrum gdzie kumulują się wszystkie bogactwa Cannes, robi się trochę fajniej. Tu można poczuć klimat prawdziwej Francji, nieskalanej międzynarodową papką z blichtru i luksusu.

Spacer na wzgórze przyjemnymi, kameralnymi uliczkami.

Miasto Cannes - widok ze wzgórza.

Słońce poszło spać. Czas wracać, aby móc pójść za jego przykładem.

Krótki filmik ze spaceru po Cannes

 

12:53, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5