Miesiąc miodowy jak sama nazwa wskazuje to MIESIĄC, dlatego też jedziemy na miesiąc, albo i dłużej, w Alpy na naszych rumakach...
RSS
środa, 13 lipca 2011

Obiecany filmik z poniedziałku.

10:28, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lipca 2011

Dzisiejszego dnia atakujemy Mont Blanc.

Podążamy ku niemu przez górskie miasta i wioski oraz przez zupełne pustkowia, gdzie chłoniemy widoki oraz czyste, rześkie górskie powietrze.

Trochę przez przypadek trafiamy na Route Des Grandes Alpes, którą robimy przełęcz Col de la Colombiere.

Docieramy do Chamonix, skąd wyrusza kolejka, która zabierze nas na Aiguille du Midi znajdującą się w masywie Mont Blanc. Wjedziemy na 3842 m.

Słów jakoś brakuje na opisanie tego, co widzieliśmy na górze.

Mieliśmy ogromne szczęście, że trafiliśmy tam w tak ładną pogodę, która spotęgowała zapewne nasze doznania. Mamy nadzieję, że zdjęcia i film choć trochę oddadzą majestat masywu Mont Blanc. 

 

 

 

 

 

 

 

A my ludzie tacy maluczcy…

 

 

 

Dzięki temu, że na górze pobudowano liczne platformy, podesty, miejsc widokowych jest dużo, ludzie nie tłoczą się na kupie.

Jest dużo przestrzeni, miejsce dla każdego.

 

Na górze czeka się na odjazd kolejki ok. 1,5 godziny.

Jest więc czas na chłonięcie widoków z każdej strony, oraz na „zawieszenie się” w zadumie nad pięknem i ogromem gór.

Jest czas na relaks i posiłek w niecodziennym otoczeniu.

 

 

 

 

 

Oraz czas na nasze ulubione przegryzajki :)

 

Niestety w końcu trzeba zejść na ziemię i znowu zadzierać wysoko głowę, aby ujrzeć szczyty.

 

 

Chciałoby się tam wrócić…

23:52, dorotka_i_maciek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 lipca 2011

Dziś leniuchujemy. Pogoda kiepska, nie nastraja do wypadu na przejażdżkę.

Wykorzystamy niepogodę i trochę zregenerujemy siły, zrobimy pranie, porządki w kufrach oraz ustalimy plan wycieczek na ten tydzień.

Naszą bazą przez 7 dni będzie francuska wioska Ruffieux. Stąd będziemy codziennie wyruszać na dzienne wycieczki i wracać tu na noc.

Planujemy trasy objazdowe dookoła jeziora Genewskiego, chcemy zwiedzić jego okolice, Genewę, może Lozannę. Mamy również w planach pojeżdżenie trochę po terenach górskich; Chamonix, Martigny, Aosta, Mont Blanc.

----------------------------------------------------------------------------------------------

Korzystając z niepogody i wyjątkowej naszej dzisiejszej płodności twórczej zamieszczamy poniżej krótkie podsumowanie z minionego tygodnia:

Trasa

Bezpiecznie przejechaliśmy ponad 2200 km.

Wyjechaliśmy z Polski, przejechaliśmy kolejno przez Czechy, Austrię, Szwajcarię i wylądowaliśmy we Francji.

Większość trasy pokonaliśmy drogami lokalnymi. Na autostradę wjechaliśmy dopiero w Szwajcarii (granica-> St Gallen, St Gallen-> Berno, Berno-> Genewa).

Winieta na przejazd szwajcarskimi autostradami kosztuje 40 franków/motocykl. Jest to roczna opłata i jedyna opcja, bo nie ma winiet na krótszy okres.

Noclegi

W Austrii za noc + śniadanie w motelikach, małych hotelikach trzeba zapłacić ok. 30 euro/os.

Szwajcaria – zdecydowanie jeśli nie trzeba, to najlepiej nie nocować. Ceny bardzo wysokie. Za mały pokoik przy dworcu kolejowym w małej mieścince zapłaciliśmy 45 euro/os. Można trochę taniej, ok. 35 euro, ale taki pokój należy zdecydowanie wcześniej zarezerwować.

Benzyna

W Austrii koszt za litr to 1,35 – 1,40 euro. W Szwajcarii 1,45 – 1, 55 euro.

Jedzonko

Staramy się spożywać jeden ciepły posiłek dziennie. W ciągu dnia podjadamy to, co zabraliśmy z Polski (parówki, kabanosy, ciasteczka, batoniki) oraz to co kupimy w marketach.

W Austrii ceny są dość zbliżone do naszych. Za ok. 20 – 25 euro obiad + napoje dla dwóch osób. Pyszne piwko: 2,5 – 3,5 euro.

W Szwajcarii koszt obiadu to ok. 50- 60 franków na 2 os.

----------------------------------------------------------------------------------------------

 

Ponieważ popołudniu się rozpogodziło, a okolica kusi pięknymi widokami, wyruszamy na przejażdżkę w poszukiwanie plaży, sklepu i restauracji.


Zadanie pierwsze wykonane. Kąpielisko z pięknymi widokami dookoła odnalezione.

 

Woda lodowata, plaża nieprzyjemnie kamienista, ale któż by się nie skusił na kąpiel wśród takich widoków. 

Wykonanych zadań byłoby na tyle.

Dziś jest niedziela, sklepy są nieczynne. Restauracji z kolei w okolicy jak na lekarstwo, a ta polecana przez gospodarzy wydaje dzisiaj tylko napoje. 

Kupujemy trochę pieczywa i ciastek w małej piekarence, w której sprzedaje miła starowinka.

Napotykamy również na swojej drodze sklep z winami.

 

Dziś na obiad… parówki. Bez keczupu i musztardy, ale za to w towarzystwie świeżej bagietki i lokalnego winka.

A na deser reszta winka i francuski ser dojrzewający. Pyszności.

Uwaga! Duże ilości alkoholu szkodzą urodzie.

 

 

23:39, dorotka_i_maciek
Link Komentarze (6) »

Nie zawsze można mieć piękny widok z okna, bo nie zawsze nocuje się w Alpach.

Czasami trzeba strawić i takie poranne krajobrazy :)

Mniej zachwyceni byli zapewne pracownicy restauracji, gdyż nasze rumaki stały palarni, gdzie zapewne spędzają przerwy. Taka jednak była decyzja właściciela i chyba się z nią pogodzili, bo wszycy się dzielnie do nas usmiechali nie posyłając przy tym zabujczych spojrzń.



Nie ma to jak rogal na dobry początek dnia. Uśmiech gwarantowany.

Po śniadaniu zaopatrzeni w dobry humor i zregenerowane siły wyruszamy na podbój Berna, miasto założonego w 1191 roku przez księcia Bertolda V von Zahringena.

 

 

Nazwa miasta pochodzi od niem. Bar- niedźwiedź, według legendy związana jest z faktem zabicia przez księcia niedźwiedzia podczas polowania.  

Dziś miś występuje w herbie miasta i jest jego maskotką.

Od IXI w. niedźwiedzie trzymane są na wybiegu nad rzeką Aare. 

Mix krótkich filmików: panorama Bern, misie brunatne, biały miś występujący przed publicznością (ten egzemplarz żywi się marchewkami i piwem) oraz pokazówka, co się dzieje, gdy niektórzy się przegrzewają i dla ochłody skaczą do wody. Ciekawe tyko, kiedy i jak z niej wyjdą :)

 

Średniowieczne stare miasto to zabytek wpisany na listę UNESCO.

 

Pomimo upału, powietrze jest przyjemne. To zapewne dzięki dużej ilości zieleni w mieście, arkadom dającym dużo cienia i rzece okalającą starówkę.

A oto w oknie znajomy pan. Albert Einstein opracowywał w Bernie w roku 1905 teorię względności, będąc jednocześnie zatrudnionym jako urzędnik w biurze patentowym.

Udało nam się zwiedzić gmach Parlamentu. Jego wnętrza są imponujące, pełne marmurowych schodów, rzeźb, witraży, bogato zdobionych mebli i żyrandoli.

Ponieważ nie można było robić zdjęć, dla zainteresowanych link do strony parlamentu, gdzie jest galeria wnętrz.

http://www.parlament.ch/e/service-presse/fotogalerie/Pages/default.aspx

Dobrze nam się spaceruje po uroczym Bernie, ale czas goni. Musimy dziś dotrzeć do Ruffieux we Francji, gdzie mamy rezerwację na kolejnych siedem nocy.

Po drodze szybkie zakupy. Dobrze, że mamy miejsce w centralnych kufrach. Gdyby nie one, to chyba byśmy tachali to w reklamówkach zawieszonych na kierownice. Mogłoby to całkiem komicznie wyglądać :)

W końcu docieramy na miejsce. Okolica prześliczna. Dom położony na wzgórzu, wkoło pełno zieleni, winnice, pagórki i niższe góry.

Parkujemy moto, w miejscu które przygotował dla nas gospodarz i udajemy się na zasłużony wypoczynek.

 

Tak będziemy pomieszkiwać przez tydzień.

 

19:49, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »

W górach, jak to w górach; czasem słońce, czasem deszcz.

W naszym przypadku w dobrej kolejności, czyli w nocy potężne urwanie chmury, rano solidny deszczyk a po śniadaniu słoneczko.

Trasa jest po prostu boska: niezliczona ilość łuków i zakrętów. Wszystko z górki lub ostro pod górkę. Widoki zapierają dech.

 Jeszcze krótki filmik, który mamy nadzieje oddae choć trochę, jak tu pięknie :)

Ogrom gór, wielka przestrzeń, wspaniała paleta barw natury. My jesteśmy tym bardzo zachwyceni. Noi jeszcze te drogi, które sprawiają oromną frajdę motocykliście :)

Po alpejskich drogach podróżuje bardzo dużo pojazdów, wśród nich wiele motocykli; samotni jeźdźcy, pary, wieloosobowe grupki, na różnych motocyklach, w różnym wieku. 

Zdarzają się też bardzo oryginalni podróżni:

Udało nam się trafić na zlot różnych fajowych pojazdów, mieszanka bardzo starych i bardzo nowoczesnych cacek. Naprawdę było na co popatrzeć.

Po zachwytach nad cudami natury oraz cudami motoryzacyjnymi czas na przejazd do Szwajcarii. Nasz cel to Sankt Gallen, którego początki sięgają 621 r.n.e. kiedy to irlandzki misjonarz św. Gall założył tu pustelnię. Została ona później przekształcona w ośrodek zakonny.

 

 

Starówka jest cudna: budynki z kolorowymi malowidłami ściennymi, rzeźbione balkony, wąskie klimatyczne uliczki.

 

 

 

 

 Kolegiata o dwóch wierzach, ostateczne wcielenie pustelni św. Galla i późniejszego klasztoru.

Zacne malowidła na sklepieniach, posągi i rzeźbionymi konfesjonały.

W planach było jeszcze zwiedzanie biblioteki kolegiackiej o pełnym przepychu rokokowym wnętrzu, ale zabrakło nam szczęścia, spóźniliśmy się 20 minut i jej drzwi dla zwiedzających zostały zamknięte.

Na pewno nie podarujemy tej bibliotece, jeszcze tu wrócimy :)

A teraz na koń! Do przejechania jeszcze ok 230 km.

13:34, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5