Miesiąc miodowy jak sama nazwa wskazuje to MIESIĄC, dlatego też jedziemy na miesiąc, albo i dłużej, w Alpy na naszych rumakach...
RSS
sobota, 09 lipca 2011

Chociaż z samego rana przywitało nas słoneczko, to niestety po jakimś czasie się z nami pożegnało, a na niebie zagościły ciemne chmurzyska. Noi zaczęło padać :( 

Postanowiliśmy przeczekać najgorszy deszcz. Na szczęście na naszej trasie pojawiła się informacja turystyczna z zadaszeniem. Zajęliśmy się studiowaniem przewodnika, aby dopracować dzisiejszą trasę oraz skonsumowaliśmy polsko-austriacką przekąskę. Człowiek w podróży bywa mało wymagający, a już motocyklista, który na austryiackich drogach spala kalorie w tempie ekspresowym na pewno nie pogardzi nawet taką mieszanką wybuchową jak nasz zestaw :)

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy stawić deszczowi czoło. Na szczęście nie podjął wyzwania i oddał wkrótce pole pięknemu słońcu. Połączenie kolorów nieba, chmu i gór jest absolutnie bajkowe. Piękne widoki atakują nas ze wszystkich storn. Nasze biedne głowy latają z prawa na lewo, aby chłonąć każdy widoczek, aby nie przegapić niczego. Wieczorem okupujemy to rozglądanie się porządnym bólem szyi.

Znowu potrzebny był krótki przystanek, aby ciągnąć z siebie przeciwdeszczówki, pod którymi zaczęliśmy się delikatnie mówiąc lekko przegrzewać. Życie motocyklisty nie jest łatwe, w prawdzie siedzi na pupie podczas jazdy, ale za to musi się nie lada napracować, żeby ubrać się stosownie do okazji. W takich górach jeśli zaczyna padać, to żeby nie przemoknąć należy założyć odzież chroniącą na wierzch lub membrany pod spód. No a jeśli pzrestaje padać, to bardzo szybko ma się ochotę to zdjąć, aby nie poczuć się jak ugotowana w celofanie parówka :)

Główna atrakcja na dziś to neobarokowy zameczek Linderhof z 1879 r. który należał do bawarskiego króla Ludwika II, wielkiego budowniczego baśniowych pałaców ze snu. Właściciel zameczku zwany jest Bajkowym Królem lub Szalonym Ludwikiem. Szalony, czy nie na pewno sprawił, że poczuliśmy się jak w bajce. 

Budowla jest całkiem zacna, ale ogrody ją okalające po prostu powalają swoim dopracowaniem i różnorodnością.

Na parkingu krótka pogawędka z sympatycznym właścicielem trajki. Zdecydowanie piękniejszy pojazd niż nasze dwie Suzi razem wzięte. Pan jednak nie chciał się zamienić, a nam zresztą taki kloc na austryiackie winkielki nie jest potrzebny. Wolimy nasze rumaki, na których można gładko i sprawnie pokonywać austryiackie serpentyny.

Jeszcze tylko spacer nad jeziorem Plansee, które ma 5km długości i jest drugim co do wielkości jeziorem Tyrolu.

Myśleliśmy o kąpieli, ale jak pomyśleliśmy sobie, że trzeba zacząć od przeszukiwania naszych przepastnych kufrów w poszukiwaniu strojów kąpielowych, a później o zamienianiu ich z ciuchami motocyklowymi, to szybko się rozmyśliliśmy. 

 

 

 

 Piękna trasa, piękna jazda i piękny jeździec :)

 

A to już dobranockowe piwko w Stanzach, małej mieścince otoczonej górami, do której udało nam się w końcu dotoczyć. A ponieważ mieścinka urocza, to wyskoczyliśmy na kolację i piwko. Oczywiście piwko miejscowe, pyszny pszeniczniak. Mniam. 

 

22:54, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 lipca 2011

Dzisiejszy dzień należy do zdecydowanie bardzo aktywnych. 

Zaczeliśmy od przejechania 215 km, mijając Linz i Salzburg.

W ramach postoju zwiedzaliśmy miasteczko Kitzbuchel.

 

 

Następnie szybki posiłek - Berlinki :)

 

Z brzuchami pełnymi parówek, wyruszamy na podbój Wodospadu Klimmer.

Jeszcze tylko kilka drogowych zawijasów, szybki striptiz na parkingu i wolni o motocyklowych ciuchów rozpoczynamy 250 m wspinaczkę, aby zdobyć 1300 m szczyt i podziwiać ogrom walących w dół wód wodospadu.

 

 

 

Jadąc z Krimml przez drogę motocyklową wdrapaliśmy się na 1800 m. Widoki zapierające dech, agrafki powalające :)

 

 

 

10:24, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »

Dzisiejsza pogoda jest o wiele łaskawsza. Ciuchy wyschły i nie zanosi się na ich kolejne zmoczenie.

Świat jest piękny, gdy świeci słońce :)

 

Przejeżdząmy przez resztę Polski, Czechy i Austrię, by po 530 km zakończyć dzień w okolicach Linz.

 

 

Pogoda dziś spisała się na medal. Nie spadła na nas ani kropelka deszczu. 

Na medal zasługuje również nasze dzisiejsze miejsce noclegu - uroczy rodzinny hotelik, w którym przywitał nas rozgadany, lekko nadpobudliwy właściciel i zaoferował aprtament dla nowożeńców. To chyba nagroda za przeżycie dnia wczorajszego :)

 

09:42, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »

Zaczyna się kiepsko. Leje niemiłosiernie, jest zimno. Przez 335 km towarzyszy nam na zmianę deszcz, ulewa i urwanie chmury. Miodzio...

Dobrze, że humory dopisują, ale powolutku robi się coraz mniej przyjemnie, bo po ciuchach wierzchnich zaczyna przemakać, to co pod nimi. 

Dzień kończy się w Opolu. Wieczór mija nam pod hasłem suszenia się - manerwrujemy mokrymi ciuchami pomiędzy kaloryferami, krzesłami, wieszakami. Cały pokoik tonie w porozwieszanej mokrej naszej garderobie, a podłoga zamienia się z strumień wody, która spływa z naszych ciuchów. A w tym wszystkim my popijający gorącą herbatkę na dobranoc.

 

 

 

09:33, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lipca 2011

Ciuchy spakowane, moto przygotowane i przeglądnięte. Dopiero dziś tak naprawdę poczuliśmy, że wyjeżdzamy na dość długi wyjazd. Planujemy być poza domem przecież miesiąc - miodowy miesiąc ;)

01:13, dorotka_i_maciek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5